13.12 Wyniki finału Konkursu Ojczyzny Polszczyzny 12 grudnia 2015 r. Pobierz
07.12 Lista finalistów Konkursu Ojczyzny Polszczyzny w szkołach podstawowych Pobierz
Pragnę zbliżenia z drugim człowiekiem...
– wywiad z Mirą Żelechower-Aleksiun o „Kalendarzu pamięci Brunona Schulza”
wróć do listy artykułów
Wywiad autor: Barbara Lekarczyk-Cisek

Barbara Lekarczyk-Cisek: Poprzez malarstwo opowiada Pani o doświadczeniu świata, o własnej duchowości, o swoich korzeniach wreszcie. Czy z Brunonem Schulzem, z którego inspiracji powstał cykl zatytułowany „Kalendarz pamięci”, łączy Panią wspólnota pochodzenia, czy coś więcej: rodzaj duchowości? wrażliwości? W jakich okolicznościach powstał ten niezwykły cykl?

Mira Żelechower-Aleksiun: Cykl „Kalendarz pamięci” powstał w 2007 roku w przeciągu paru miesięcy. Zanim jednak zostałam zaproszona przez Double Edge Theatre – amerykańską grupę teatralną – do współpracy przy spektaklu realizowanym na podstawie prozy Brunona Schulza, miałam w 2002 roku dużą wystawę w Lublinie. Grupa ta gościła wówczas w Polsce i widziała moje obrazy. W tym samym czasie odbyła się na Katolickim Uniwersytecie Lubelskim sesja poświęcona Schulzowi. Podczas niej niemiecki badacz twórczości autora „Sklepów cynamonowych” – Jörg Schulte wygłosił bardzo interesujący wykład: „Wielka kronika kalendarza”. Dowodził w nim, że istnieje związek między „Sklepami …” a żydowskim kalendarzem, który stanowi „klucz do ukrytych konstrukcji” zbiorów prozy Schulza. Zaczęłam czytać opowiadania Schulza pod takim kątem i odkryłam wyraźne aluzje. Dodam, że Schulz drażnił mnie w młodości. Piękne teksty, tak, ale obrazy mnie obrażały – ta kobieta jako upostaciowanie zła …

Na prośbę Stacy Klein, założycielki i dyrektorki artystycznej Double Edge Theatre, chętnie przyjęłam tę propozycję. Pomyślałam, że to się może dziać po prostu w przestrzeni synagogi, to znaczy w przestrzeni, gdzie spoczywa Tora – arka i gdzie głosi się komentarz - bimai. Pomysł się spodobał i pojechałam do Ashfield, w stanie Massachusetts. Jednocześnie powróciłam do Schulza i zaczęłam go na nowo czytać. Spektakl zaproszono do Nowego Jorku, do La MaMa Experimental Theatre i okazało się, że mogę zaprezentować wystawę w Nowym Jorku.

Punktem wyjścia do namalowania „Kalendarza pamięci” był jednak nie tekst, ale obraz. Otóż w holu domu Stacy pozostał po remoncie ślad schodów. Dzięki temu wróciłam do domu z gotowym pomysłem: w swoim „Kalendarzu …” użyłam schodów jako konstrukcji obrazu. Dawały mi możliwość obrazowania czasu. Swój cykl obrazów zaczęłam od miesiąca Tewet , kiedy zaczyna się Rosz Chaszana – Nowy Rok. Po nim następuje najważniejsze święto żydowskie - Jom Kipur. To czas rozliczenia uczynków, by stanąć przed Bogiem. Fragmenty tekstów Schulza wpisywałam w obraz, a także użyłam fragmentów jego grafik – jako cytatów. Wplotłam je w tematy związane z czytaniami Tory przypadającymi na odpowiedni czas. To była ogromna praca – dwumetrowe obrazy! Ich malowanie było dla mnie niezwykłą przygodą. Powstawały w takim tempie, że miałam poczucie, że życie ze mnie uchodzi…

Pięć pierwszych płócien pokazałam w Nowym Jorku w teatrze La Ma Ma Ma z inicjatywy Instytutu Kultury Polskiej, przy okazji nowojorskiej premiery spektaklu. Kiedy wróciłam, Grzegorz Bral, dyrektor Teatru Pieśń Kozła, z którym współpracuję, zaproponował mi, żebym wystawiła obrazy podczas Brave Festival. Powiedział mi wtedy: „Zapraszam artystów, którzy życie oddają za to, co robią”… Obrazy miały zostać wyeksponowane w Synagodze pod Białym Bocianem, gdzie jest tyle odstępów między oknami, ile jest obrazów, a więc trzynaście.

Czy Pani stosunek do Schulza zmienił się? Co odczuwała Pani malując „Kalendarz pamięci”?

Intencją całej tej pracy była pamięć o Schulzu, z którym bardzo się w trakcie pracy zbliżyłam. Poczucie, że mogę przy nim trwać, to było … Wprost nie mogłam się od niego oderwać! Dzieliłam z nim rozpacz niespełnionego życia, wręcz identyfikowałam się z jego losem jako artysty. Tak bardzo było mi go żal, że zapragnęłam oddać mu hołd. W jakiś tajemniczy sposób zaczęłam wtedy myśleć również o moim ojcu, który zginął w tym samym czasie co Schulz, dwa miesiące po moim urodzeniu, i któremu nie poświęciłam dotąd zbyt wiele uwagi, ponieważ nie był obecny, a także z powodu lojalności wobec mego ojczyma. To jest moje zapalenie świeczki za tych wszystkich … Więcej nawet – to jest akt wdzięczności, bo ja należę do tamtego pokolenia i wcale nie musiałam ocaleć, a jednak żyję …

Słowo pojawiało się w Pani twórczości od początku – a to w postaci cytatów, a to poprzez oryginalne tytuły, którymi opatrywała Pani swoje obrazy, np. „Katalog westchnień” 1978), „A tych, co kocham, przy tym sadzam stole” albo „Sączy się, przenika, przecieka, ucieka, umyka, ulata” (1980)…

Ciągle miałam tę potrzebę mówienia… Kiedyś, w latach 70. zaproponowano mi wystawę w Galerii Jednego Obrazu. Namalowałam wtedy obraz, który zjawił się jako wyobrażenie, ale z powodu racji technicznych znalazłam dla niego formę malarską. Był to ciąg obrazów na płótnie długim na 16 metrów i eksponowanym jako rotunda, rodzaj panoramy. Ale miałam też potrzebę wygłoszenia czegoś i po drugiej stronie tego obrazu napisałam słowa z tekstów Simone Weil. Tytuły obrazów to jak postawienie kropki na „i”, puenta. Myślenie o znaczeniu wykluwa się w procesie powstawania obrazu. Kiedy już wiem, piszę tytuł i obraz jest skończony.

Pani malarstwo jest zapisem nie tylko stanu ducha i myśli, ale również rodzajem dialogu z drugim człowiekiem. Czy zgodzi się z tym Pani?
Ależ tak! Nie wyobrażam sobie sztuki bez odbiorcy. Wyraźnie doświadczyłam tego podczas pierwszej wystawy „Kalendarza pamięci” w synagodze. Po namalowaniu tego cyklu byłam kompletnie pozbawiona sił, kiedy jednak zaczęli przychodzić ludzie i oglądać moje obrazy, siły zaczęły mi wracać.

W filmie „Marina Abramoviċ – artystka obecna” pokazana została taka właśnie levinasowska sytuacja – dialog odbywa się twarzą w twarz i nie potrzeba wtedy słów. Tak jak w obrazie „Koronczarka” Vermeera, przed którą stałam oniemiała podczas pobytu w Paryżu, zawiera się Tajemnica. Sądzę, że wszyscy ludzie są na taką sztukę zawsze otwarci, czego dowodzą tłumy pragnące spojrzeć w twarz Mariny Abramoviċ, „Koronczarki”, „Dziewczyny z perłą”.

Ja także pragnę zbliżenia z drugim człowiekiem. Odsłaniam swoje szukanie Tajemnicy i w tej wspólnocie możemy się spotkać.

Dziękuję zatem za spotkanie.

Rozmawiała Barbara Lekarczyk-Cisek


Mira Żelechower-Aleksiun - artystka urodzona w 1941 roku w Millerowie koło Rostowa. Należy do grona najbardziej wyrazistych postaci wrocławskiego środowiska artystycznego.

Debiutowała w roku 1967 wystawą w Galerii Teatru Kalambur we Wrocławiu. W latach 60., 70. oraz na początku 80. uprawiała twórczość przez jednych zaliczaną do "nowej figuracji", przez drugich nazywaną "realizmem magicznym". W najwcześniejszych pracach monumentalizowała postać, a zarazem śmiało kadrowała. Szczególnie upodobała sobie portret. W latach 60.-70. artystka aktywnie uczestniczyła w ważniejszych przeglądach malarstwa polskiego: 4. i 7. Polskiego Malarstwa Współczesnego w Szczecinie (1967, 1974), 8. i 9. Wystawa Grupy Realistów w Warszawie (1968, 1969), "Portret człowieka" w warszawskiej "Zachęcie" (1971), Konkurs im. Jana Spychalskiego* w Poznaniu (1975, 1976), "Polaków portret własny" w Krakowie (1979).

Po podróży do Izraela, którą odbyła pod koniec lat 80., sięgnęła do korzeni, do tradycji, do przekazu religijnego. Od tej pory odwołuje się do Pisma - czasami nawet cytuje jego fragmenty w obrazach, czyniąc zeń znak plastyczny. Podróż do Ziemi Świętej była dla artystki wędrówką w czasie i przestrzeni, ale przede wszystkim w głąb siebie, ku odkryciu własnej tożsamości. O swojej wędrówce śladami kultur malarka opowiada w trzech cyklach: „Warstwy świata”, „Ćwiczenia duszy” i „Dziedzictwo”.

Mira Żelechower-Aleksiun brała żywy udział w ruchu kultury niezależnej w latach stanu wojennego (między innymi jako współorganizatorka wrocławskiego Biennale Młodych "Droga i Prawda"). Nadal prowadzi aktywną działalność pozaartystyczną, głównie na rzecz pojednania chrześcijan i Żydów.

Oprac. na podst. tekstu Małgorzaty Kitowskiej-Łysiak, culture.pl

Portal EduqrsorPortal Eduqrsor
Organizator konkursu:
STOWARZYSZENIE
OJCZYZNY POLSZCZYZNY
Główni sponsorzy:
Sponsorzy:
Dofinansowano ze środków Ministra Kultury i Dziedzictwa Narodowego


Patroni honorowi:


Patroni medialni:

kontakt | regulamin
Copyright Nowa Era 2013